PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY, ALE LEDWO ŻYJĘ, A OBIECAŁAM 2 CZĘŚĆ DZISIAJ!
WIDZISZ? Skomentuj! DOCEŃ!
-Um, nie będzie ciebie obrażał. Nie przy mnie. - odpowiada.
-Mhm, ale jak nie będę przy tobie, to może, tak?
Tak, oczywiście, że może. Liam, nie udawaj kogoś, kim nigdy nie będziesz.
-Nie. - odpowiada krótko i stanowczo.
Nie, no świetnie. Niedawno mnie nienawidził. Kurwa, co jest?!
Jem śniadanie, ubieram i myję się.
Nie chce mi się nic. Zważając na to, że jutro mam szkołę. Nie, tylko to, co mogło zniszczyć ten beznadziejny już dzień.
-Idę na poranne zakupy. Poczekaj chwilę. - oznajmia i wychodzi.
-Okej. - wołam, ale już wyszedł.
Czeka mnie kilka minut nudy. Kilka? Może więcej.
Mija 5,10,25 minut, a Liama nadal nie ma. Kurde, zadzwoniłby..
Jestem zniecierpliwiona długim powrotem chłopaka. Postanawiam wykręcić jego numer. Na szczęście zapisałam sobie po SMS'ie. Uff.
Słychać sygnał..
Odbiera jakaś kobieta.
Dowiaduję się, że Liam jest w szpitalu. Pięknie, zajebiście.
Wsiadam w pierwszy lepszy autobus jadący na ulicę, gdzie znajduje się szpital. W głowie układam historię, która mogła się zdarzyć podczas wyjścia Payne'a.
-Przepraszam! Gdzie leży Liam Payne? - pytam recepcjonistki, gdy docieram na miejsce.
-Pani kimś z rodziny? - kurwa, spodziewałam się takiej odpowiedzi.
-Uh, jestem jak rodzina. Najlepsza przyjaciółka. To ważne.
-Okej, okej. Piętro 4, sala 25. - podaje mi informacje.
-Dziękuję. - rzucam i odchodzę.
Cała drżę przed spotkaniem z Liamem. Czy to coś poważnego? A może tylko stłuczenie. Ale czemu od razu szpital? Nie, nie..
Na myśl sypią mi się najgorsze wyobrażenia. Może wpadł pod samochód. Nie!
Zapłakana odnajduję salę, gdzie leży nieprzytomny.. Zaraz, co? NIEPRZYTOMNY?! Liam..
-Liam.. - szepczę załamanym głosem.
Nic. Cisza. Do sali wchodzi pielęgniarka.
-Przepraszam.. Co się stało Liamowi? - pytam.
-Dostał ciężkim przedmiotem. - odpowiada pisząc coś.
Ciężki przedmiot, uderzenie, Liam? ZAYN. To jego sprawka. Mści się po tym, jak Payno wyrzucił go z domu. Zabiję skurwiela.
Łapię przyjaciela za rękę i mocno ją ściskam.
-Liam.. Obudź się, zrób to dla rodziny, dla mnie.. - szepczę.
Nic. Nadal leży i tonie w nieprzytomności. Nie mogę nic zrobić.
Nie mam żadnego kontaktu z jego rodziną, z nikim. Nie znam jego znajomych.. Znaczy, Zayn, ale mam go w dupie. Kutas jeden..
Mijają minuty, a ja nadal czuwam przy Liamie. Zastanawiam się, czy nie wrócić do jego domu po drobiazgi dla niego.
Decyduję się wreszcie na to. Opuszczam mury szpitalne, wsiadam w taksówkę i jadę do państwa Payne.
Drzwi są zamknięte, więc dzwonię dzwonkiem. Otwiera mi bodajże jego mama.
-Dobry wieczór, jestem Rocky, znajoma Liama.. On...on jest w szpitalu. - mówię jak opętana.
-C..Co? - usta pani Payne układają się w "O".
-Tak.. Dzwoniłam do niego, ale komórkę wzięły pielęgniarki. Został zaatakowany.. I..i leży nieprzytomny..
Starsza kobieta szybko chwyta klucze od samochodu i kurtkę.
-Wezmę mu jakieś drobiazgi. - mówię i idę do jego pokoju.
Z szafy biorę pojemną, czarą torbę i ładuję do niej najpotrzebniejsze rzeczy, takie jak: piżama, pianka do golenia, maszynka do golenia, portfel i kapcie.
Jedziemy. Wreszcie znów znajduję się w tej białej, nudnej sali. Mama Liama trzyma go mocno za rękę, natomiast mi zbiera się na płacz.
Kto by pomyślał, że to odmieni moje życie? Niedawno darliśmy koty, teraz.. Trzymałam go za rękę, jak osobę, która jest mi strasznie bliska. Nie opuszczę go w potrzebie.
-Może chce pani kawę albo coś? - pytam cicho.
-Poproszę.. Kawę czarną. - odpowiada.
Kiwam głową i idę do bufetu po kawę dla pani Payne, a dla siebie cappuccino.
Wracam z kubkami gorącej cieczy. Jeden z nich otrzymuje kobieta.
-Rocky, tak? - zaczyna.
-Tak. - odpowiadam sympatycznie.
-Jesteś blisko z Liamem? - nie spodziewałam się z jej strony takiego pytania.
-Jesteśmy znajomymi.. ze szkoły. Pokłóciłam się z rodzicami, a pani syn dał mi przenocować.. Teraz nie wiem co zrobię.. Do domu nie wrócę.. - kurde, czemu ja tak łatwo ulegam pytaniom?
-Możesz zostać u nas. Liam nie będzie miał pewnie przeciwko, że śpisz u niego.. - proponuje mi dalsze nocowanie.
-Nie wiem.. Nie mam kasy, żeby zapłacić za siebie.. Coś muszę dać, żeby nie było, ze panią wykorzystuję. - mówię.
-Skarbie.. Po pierwsze nie "panią", tylko Karen.
-Po drugie, mogę gotować, ha ha. - śmieję się. Dziwne.. Szpital - miejsce zbliżeń. Ciekawe.
-Nie ma sprawy. Geoff na pewno nie będzie miał nic przeciwko. A Ruth nie będzie się nudzić! - mówi entuzjastycznie.
-Ruth to siostra Liama, tak?
-Tak, starsza jest. Myślę, że ją widziałaś jak byłaś u nas w domu.
-A, wiem, która.. - odpowiadam.
Miło spędzamy późne popołudnie rozmawiając. Wreszcie przychodzi czas, gdy musimy wrócić do domu, ponieważ lekarz musi wykonać badania wieczorne.
**W domu Liama**
Idę wzdłuż korytarza do pokoju chłopaka, gdzie mam nocować. Zapach na kołdrze, w ogóle zapach w jego pokoju przypomina mi o jego osobie. Trudno zasnąć, wiedząc, że osoba, która jest dla ciebie.. przyjacielem leży w śpiączce nieprzytomności.
Nie mogę spać tej nocy.. Nie wiem kto, ale na pewno pożałuje tego, co zrobił Liamowi. Nie podaruję mu tego.
Super :D Czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńdawaj next ^_^ boskie <3
OdpowiedzUsuńSuper, czekam na następny rozdział <3
OdpowiedzUsuńBOSKIEEEEE <333 *-*
OdpowiedzUsuńhttp://not-all-angels-are-beautiful.blogspot.com/
Mega, mega, mega świetne!
OdpowiedzUsuńI to boskie usta układają się w "O" to mnie rozwaliło XD
I te konwersacje na asku (tak to byłam ja).
Zabieram się za 7 ^^
"Trzymałam go za rękę, jak osobę, która jest mi strasznie bliska. Nie opuszczę go w potrzebie." Awwww <3
OdpowiedzUsuń