NAZAJUTRZ
No, wreszcie mamy sobotę. Sen do południa, potem obiad i znów do łóżka. Nic lepszego nie mogłoby być w ten dzień. Ale dziś jest inaczej.
Tradycyjne soboty od teraz zmieniają się w koszmar. Wczoraj Zayn upokorzył mnie, dziś muszę pogadać z Liamem.
Zwlekam się z łóżka i idę do łazienki. Staję przy umywalce i zanurzam twarz w zimnej wodzie. To daje mi trochę lepszy widok, ponieważ miałam strasznie zamglone oczy.
Po umyciu wybieram się z powrotem do pokoju i zakładam codzienne ubrania.
Nie jestem za specjalnie głodna. Nie jem nic.
Siadam przed telewizję i włączam gry video.
-Rocky, ktoś do ciebie. - mówi tata po 20 minutach. Tak wcześnie?!
-Idę. - mówię i wstaję z kanapy.
-Hej. - z progu wita mnie Liam unosząc rękę do góry.
-Hej. Idziemy? - pytam.
-Okej.
Wybieramy się na mam nadzieję przyjemną rozmowę, ale gdyby nie Zayn na miejscu, lepiej by to wyszło.
-Liamm, on tu musi być? - szepczę.
-Yhm, to było zaplanowane. On chciał z tobą rozmawiać, nie ja. - tłumaczy.
-Co? Nie, ja wracam.
-Raquelle, porozmawiaj z nim.
-Nie ma mowy. Jeśli według niego jestem lesbijką, która gada tylko z dziewczynami, to niech daruje. - warczę.
-Hej Liam! - woła Malik. -Witaj, Raquelle.
-Siema. - odpowiada Payno i wraz z Malikiem przybijają sobie nawzajem "piątaka".
-Nie odezwiesz się? Czyżby ktoś był zdenerwowany? - drwi ze mnie.
-Co kurwa? Zdenerwowana? Nie mam zamiaru odzywać się do jakiegoś pierdolonego huja, który myśli, że mu wszystko wolno, bo co? Bo ma tatuaże? Bo ma nadzianych starych? Ha ha, ktoś sobie żartuje. - krzyczę mu w twarz.
C.co? Pierwszy raz poznałam siebie od tej strony. Przekleństw używam tylko, gdy ktoś naprawdę mnie zdenerwuje.
-Chciałem tylko porozmawiać. Nie wiem, co we mnie wstąpiło.. Nie chciałem. Przepraszam.. Rocky? - mówi mulat.
-Nie chciałeś? Trzeba było myśleć zanim to zrobiłeś, a nie teraz, jak wszyscy twoi znajomi i nie tylko na Facebooku wiedzą, że rzekomo jestem homo! - kłócę się z nim.
-Nie chciałem.. Liam, powiedz jej coś, proszę. - błaga czarnowłosy.
-Rocky, wybacz mu. On się zmieni. Naprawdę, Zayn nie jest taki. - mówi łagodnie.
-Liam, nawet ty nie pomożesz. Spieprzył sprawę, nikt nie przywróci tamtego poranka. - mówię.
-Ta, dobra. Nonsens rozmawiać. Idę.. -odchodzi.
I poszedł... Nie chcę mu na razie wybaczyć. Nie dziś, nie teraz. Zbyt spieprzył to..
-Na mnie czas. Na razie Li. - odchodzę do domu.
W tym momencie chcę zapaść się pod ziemię. Ciekawe co będzie w domu.
-No, Raquelle. Wreszcie jesteś. - zaczyna ojciec -Posprzątaj te deski, oplew ogródek, umyj samochód.
-Co ja jestem? Tak się składa, że jestem dziewczyną i nie stworzono mnie do takich prac.
-Raquelle, nie pyskuj.
-Nie będę robić czegoś, gdy TY jesteś od tego, nie ja.
-Co?! Słowa, słowa, Raquelle.
-Słowa? Kto to mówi.
W tym czasie wchodzi mama.
-Przy mamie udajesz takiego kochanego tatusia, ale jak jest w pracy to robisz wszystko, by mnie zniszczyć. Może zrobisz ze mną to, co 4 lata temu z Irwinem? - krzyczę.
-On się sam zabił. Sam wziął ten cholerny nóż!
-Yhym, tak, tak. Ty go zabiłeś. - sprzeczam się.
-Dowody?
-Uwierz, mam. - idę do swojego pokoju i pokazuję ojcu zdjęcia, na których klęka z nożem przy moim zmarłym bratem.
-Nie....
-Tak. Zabiłeś go, gdy on...gdy ty...
-Gdy? - mówi mama.
-Gdy ty zabawiałeś się z panią Evans! - wrzeszczę.
-Martin...skarbie...to prawda? - mówi mama ledwo płacząc.
-Tak, prawda mamo. Może i miałam 12 lat, ale wiedziałam, co to seks i zdrady!
Wybiegam z domu. To za wiele na jeden dzień. Nie chcę widzieć tych skurwieli! Amy mnie ma w dupie, do Liama nie pójdę, bo w każdej chwili może być tam Zayn. Mam dość.
-Jones! Joneees! - ktoś się drze w moją stronę.
-Kto? - obracam się. Kurwa.
-Rocky, pogadajmy. - Zayn.
-Wal się.. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - krzyczę płacząc.
-Co się stało? - pyta łagodnie.
-Nic. Nieważne. Muszę porozmawiać z Liamem. Gdzie on jest?
-Pozwól, że cię tam zaprowadzę.
-Nie. Ulica i numer domu tylko potrzebuję. Nic więcej.
Zayn podaje mi miejsce zamieszkania Liama. Idę pod ten adres próbując się uspokoić. Gdy już jestem na miejscu, pukam do drzwi. Otwiera mi je ledwo starsza blondynka.
-Um, jest Liam? - pytam.
-Tak. Wejdź. - mówi, a ja wchodzę do mieszkania.
Ładnie urządzone, niewielkie mieszkanko rzuca się w oczy. Korytarz jest w kolorze beż, a na podłodze leżą ciemne panele. Dodatkowo, zauważyć można obrazy i kwiaty. Prowadzi on do jasnego, wielkiego salonu. Szarość, jaka w nim dominuje, jest dużo lepsza niż czerwień u mnie w domu.
Blondynka każe mi usiąść na czarnej sofie. Całkiem wygodna. Muszę przyznać, że państwo Payne mają....wypasiony dom..
Wreszcie do salonu wchodzi Liam. Lekko roztrzepany na głowie, ale pomimo tego wygląda zabójczo. Nie, nie, niee! Co ja gadam!
-Um, hej. - mówię.
-Hej, Rocky, skąd masz mój adres? - pyta.
-Od Zayna. Spotkaliśmy się. Mogę ci coś powiedzieć?
-Tak, pewnie. Chodź do pokoju. - ciągnie mnie za sobą do pomieszczenia. Średniej wielkości zielono-fioletowy pokój. To jego.
-Więc...musimy porozmawiać. - mówię.
-Wal śmiało.
-Więc stało się to, czego nigdy nie wyobrażałam sobie od...13 lat. Nigdy za sobą nie przepadaliśmy..a teraz? Jestem u ciebie w domu, siedzimy w jednym pokoju.. Znienawidziłam cię bardziej po naszym “spotkaniu” w kiblu. Ale potem...potem zacząłeś mi imponować.
Dobra, przejdźmy do rzeczy... Uciekłam z domu. - mówię cicho.
-Co? - szepcze. Pewnie powiedziałam za cicho.
-Uciekłam z domu... - powtarzam, ale nieco głośniej.
-Czemu? - pyta.
-Mój ojciec...dobra...kłótnia z nim. - tłumaczę.
-Okej.. Możesz przenocować u mnie. Ale ciuchy?
-Właśnie tu jest problem... Nie wzięłam nic. - odpowiadam.
-Coś znajdziemy..
Przeczytałeś? Zostaw komentarz!
Super!! Podoba mi się taki Liam ;) czekam na kolejny Alexandra :*
OdpowiedzUsuńNeexxt !!! <33 :*
OdpowiedzUsuńZarą•••ty kochana <3
OdpowiedzUsuńświetny ale powiększ trochę czcionkę bo źle się czyta :*
OdpowiedzUsuńamazayn <33
OdpowiedzUsuńboskie *.* tylko weź trochę powiększ czcionkę ^_^ czekam na next :*
OdpowiedzUsuńnie spodziewałam się że Rocky jest do tego zdolna... no ale rozdział zajebisty *.* czekam na next
OdpowiedzUsuńweny życzę :*
Tsaa.... Mało miłości !!
OdpowiedzUsuń