-Liam.. Robiłam to dla ciebie. Tylko dla ciebie.. Wiem, że mam tydzień zaległości, ale..nieważne. - mówię.
-Dlatego jesteś aniołem. Gdyby nie ty wtedy...z ojcem.. Dziękuję. - szepcze.
W tym momencie moje serce wpadło do żołądka. Liam.. Jeszcze ten Liam sprzed kilku tygodni nie wyświetla mi się w głowie. Jest kochany. Jeszcze niedawno mnie skrzywdził. A teraz.. Nie pamięta o tym.
Ale ja pamiętam. Ja mam koszmar z łazienki, nie on.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale ja się zakochałam.. Zakochałam się w Liamie. Nie w tym ze szkoły. Tylko tym chorym biedaczkiem ze szpitala.. Wstydzę się mu powiedzieć.
-Połóż się, przyniosę ci coś do jedzenia. - mówię.
-Dziękuję. - odpowiada życzliwie. Słoneczko. Opuszczam jego pokój i znów odwiedzam kuchnię. Tym razem szykuję mu kanapki z rzodkiewkowym twarożkiem.
-Rocky... - zaczyna mama Liama.
-Tak? - odwracam się.
-Opiekuj się nim. - kładzie mi rękę na ramieniu.
-Będę. - mówię.
Biorę talerz z kanapkami i wracam do pokoju.
Brunet leży na łóżku.. Wygląda jak mały, słodki chłopczyk.
-Proszę. - podaję mu jedzenie.
-Dziękuję. Jeju, kochana jesteś. - odbiera naczynie i zjada posiłek. -Pyszne było.
-Dziękuję..
-Podasz mi laptopa? - pyta.
Wstaję z łóżka po komputer, który leży na komodzie, po czym podaję go chłopakowi.
Uśmiecha się.
Cieszę się, że dochodzi do siebie. Pamięta już bardzo dużo rzeczy. Na szczęście, ale nie jest gotowy na powrót do szkoły.
Aż dziwne, że rodzice nie szukają mnie. Do tej pory prawie się nie pozabijali o moje bezpieczeństwo. Teraz... Jest inaczej.
Widzę, że Liam loguje się na Facebooka. Kurde. Zauważy to, co się dotychczas działo..
-Może nadszedł czas, bym cię zaprosił do grona znajomych? - pyta.
-Jeśli chcesz.. Wpisz Raquelle Jones.
Znalazł mnie. Świetnie. Teraz, gdy znajdę nowy dom... Akademik.. To będę się mogła z nim kontaktować. Przez telefon odbieram zaproszenie.
Jest to mile, gdy po wielu latach nienawiści zbliżamy się do siebie.
Wiem, że on czuje coś do mnie, ale nie pamięta tego bólu, który sprawiał mi kiedyś.. Z Zaynem. I zakład z Niallem. Nie pamięta. Mam nadzieję, że nie. Jeśli to wszystko to zwykła ustawka, żeby mógł mnie mieć przy sobie, to wygrał.
Nie lubię, jak ludźmi się pomiata..
20 minut mija w kompletnej ciszy. Co chwilę słyszę stukanie w klawiaturę laptopa, ale nie mam odwagi spojrzeć.
-Wychodzę! - krzyczy Karen.
-Okej! - odkrzykuję. -Lepiej się czujesz?
-Jones! Zadajesz mi to pytanie w kółko! - śmieje się i uderza mnie lekko w ramię.
O nie. Oddaję mu “wkrętem” w żebro. Odstawia komputer na stolik i chwyta poduszkę. Nie!!
-Osz ty! Ja nie mam broni. - żartuję. Miło.
-Hahah, zazdrość! - uderza mnie z poduszki.
To nie fair, że on ma narzędzie, a ja nie. Kurna.
-Weź no! - mówię i łaskoczę go pod pachami.
-Co? Ja się sam łaskoczę?
-Może, ha ha. - śmieję się.
40 minut mija w ciszy. Nagle pukanie do drzwi. Chryste, daj nam żyć! Liam się podnosi.
-Zostań, ja otworzę. - mówię.
Na moje słowa siada z powrotem na łóżko.
Zaraz wracam z moim wrogiem. Zayn.
-Liam! Jak się czujesz? - pyta. Cudem wszedł. Serio.
-A to właśnie jest Malik. - ukazuję mulata Payne'owi.
-Yhmm.. - przygląda się postaci z dużą ilością tatuaży.
-Co on taki... Zamyślony? - pyta Malik.
-Amnezję idioto ma! - krzyczę. Kurde. Musiał tu przyjść, a ja idiotka go wpuściłam.
Świetnie, moja wina. Wszystko ja zrobiłam!
-Rocky, uspokój się.. Już prawie dwa tygodnie trwa ten spór! Przepraszam, no! - chce mnie przeprosić.
Nie ujdzie mu to tak na sucho, o nie!
-Wiesz co? Nie chcę się teraz kłócić. Liam ledwo wyszedł ze szpitala, a ja mam cię dosyć. Wyjdź, proszę. - mówię w miarę łagodnie.
-Ze względu na Payne'a, wyjdę. - co? Jakim cudem?
Nie chcę się pogodzić z Zaynem.. Nie na razie. Dam mu trochę czasu, niech się wykaże.
Teraz najważniejsze jest życie Liama i to, żeby doszedł do siebie.. Wrócił do szkoły, a ja...? Ja wreszcie znaleźć coś do mieszkania.
Nie będę wiecznie siedzieć na głowie Karen... A rodziców mam głęboko w dupie. Niech sobie żyją jak chcą. Ojciec niech nadal pieprzy się z sąsiadką, a matka niech jest zdradzana. Za dwa lata wyjeżdżam z Wolverhampton, nie będę nikomu potrzebna. Studia.
Późnym popołudniem...
-Wyjdziemy do ogrodu? - pyta.
-Pewnie, chodź.. - odpowiadam.
Idziemy... Opuszczamy dom i kierujemy się do ogrodu. Państwo Payne mają bardzo dobry gust.
W rogu rosną dwie nieduże wierzby, a od jednej do drugiej ciągnie się pas oczka wodnego. Innymi słowy: bajka.
Obok widać huśtawkę. Drewniana, ciemnobrązowa. Siadamy na niej.
-Wiesz co? Muszę się stąd wynieść. - zaczynam.
-Dlaczego? - pyta.
-Nie jestem przyzwyczajona do mieszkania w cudzym domu.
-Spokojnie... Jesteś tutaj otoczona ciepłem.. Wiem, że nie czujesz się tu komfortowo, ale przyzwyczaisz się.
Też wydaje mi się, że mieszkam tutaj kilka godzin. A na prawdę to mój dom...mieszkam tutaj prawie 17 lat.
Pod mieszkanie Liama podjeżdża znany mi samochód.
Chwila, chwila, to mój pieprzony ojciec!
Nie...
-To mój ojciec... Skąd on wie, ze tutaj jestem? - szepczę.
-Porozmawiam z nim. - proponuje Li.
-Czekaj, czekaj! Nie, ja to załatwię. - schodzę z huśtawki i kroczę do bramki..
-Czego chcesz? - warczę do ojca.
-Gówno, do domu wracaj! - łapie mnie za rękę.
-Spadaj szczylu! Nie chcę cię znać! - krzyczę.
-Uważaj na słowa! Ładuj się do samochodu inaczej skończysz jak pani Evans! - wrzeszczy.
O co mu chodzi? Nie zgwałci mnie! Nie ma szans. Co jest?
Podchodzi do mnie i łapie za moje pośladki. Piszczę.
Podchodzi Liam. Uff.
-Odpierdoli się pan od Rocky, albo spotkamy się w szpitalu! - syczy.
-A ty co? Nie jesteś jej chłopakiem, więc odwal się od niej! - odbruka ojciec. Skurwiel.
-A może i jestem. A pan jest zdradzieckim chujem i bzykasz każdą po kolei! - co? On o tym wie? Jak? Nie mówiłam mu o ojcu. A może odzyskuje pamięć i to lokalne ploty?
-Ty.. - syczy ojciec i rzuca się na Liama. O nie.
Na szczęście w ogrodzie zjawia się Zayn i odrywa mojego ojca od bruneta. Wow, ten to ma siłę!
-Zayn... - słone, palące łzy lecą mi z oczu. -To, co zrobiłeś... Dziękuję.
Malik przyjmuje ojca, a ja dzwonię na policję. Liam, kurwa.
-Żyjesz? - podchodzę do niego. Ma rozciętą wargę.
-Ta, tylko warga.. I noga. Ja pierdolę.
-Chodź pod zimną wodę. - chwytam go pod ramię i idziemy do łazienki.
Liam polewa ranę na uście bardzo zimną wodą. Powoli przestaje płynąć krew..
-Noga? - pokazuje mi siniaka.
-Kurwa, boli.
Biorę zimny okład, przykładam go do nogi bruneta. Zaraz do łazienki wpada Malik.
-Przejęli go. Liam, żyjesz? - pyta.
-Dziękuję, Zayn. To dzięki tobie.. - mówię.
-Nie ma za co.. To jak, zgoda? - wysuwa rękę na przeprosiny.
-Zgoda. - podaję mu rękę i się uśmiecham.
****WIEK BOHATERÓW JEST ZMIENIONY NA POTRZEBĘ OPOWIADANIA :)))
PRZECZYTAŁEŚ/AŚ? ZOSTAW KOKENTARZ <3
*.* jak zwykle czekam na next :)
OdpowiedzUsuńhdhzhzbzjhzjzjzhzhxjzjhsjsj jezu kocham cię ♥ styl jest perfect ♥ najlepszy imagin ever.;*
OdpowiedzUsuńSorry skarbie, ale to nie imagin :c
UsuńTo jest opowiadanie :)
Wiedziałam, że się pogodzą ! ;3
OdpowiedzUsuńBoże boskie!
OdpowiedzUsuńTylko jedno pytanko: to ile oni teraz mają lat? Bo trochę nie ogarnęłam XD
Życzę weny, kiedy zobaczę nn?
Chryste xd Mają 16 :D Niedługo 17 (?)
Usuń