Zayn opuszcza dom. Pomagam Liamowi wstać i prowadzę go na łóżko do sypialni. On niedługo się cały połamie.. Serio.
-I jak? - siadam.
-Boli jak cholera.. Nie, nie jest złamana.
-Wiesz co? Lepiej to sprawdzić... Umów się na wizytę.
-Dopiero wyszedłem ze szpitala. Znów powrócę. Zawału ze mną dostaną. - śmieje się.
-Tia.. Pewnie nie jest AŻ tak źle.
-No coś ty. Jest gorzej niż można.sobie wyobrazić. Ugr. - mówi.
-No okej, poleż tutaj. Zaraz lód ci przyniosę.
Ja...kocham..go. Od tego momentu, gdy nocuję u niego, nasze kontakty się poprawiają. Co będzie jak wróci do szkoły?
Właśnie, ja od poniedziałku też wracam.
Ponownie idę do sypialni z lodem w ręku..
Kładę go na goleń Liama..
-Zimne. - syczy.
-Wyobraź sobie, że leżało w zamrażarce, geniuszu.. - odpowiadam.
-No co ty nie powiesz! - mamrocze pod nosem.
Dzień mija spokojnie. Tak samo jak dalsze. Krążą plotki, że ojca wypuścili z tymczasowego aresztu.
**TYDZIEŃ PÓŹNIEJ**
Moja komórka wibruje. Przyszedł SMS. Moja mamusia przypomniała sobie o córce. Wow!
*Raquelle Jones! Do domu natychmiast! Gdzie Ty się podziewasz?* mama.
*Dopiero po półtorze tygodnia przypominasz sobie, że masz córkę? Gratulacje! Nieważne gdzie jestem. Tatuś Ci nie powiedział?* ja.
Stukam w klawiaturę Blackberry jak.wściekła.. Co? Jestem wściekła.
Minęło półtora tygodnia. Pani matka łaskawie przypomniała sobie o córce. Nie, kurwa, gratulacje.
Dostaję kilkanaście SMS'ów o tym, jaka to ja nie jestem.
W końcu uderzam z całej siły telefonem o ziemię i wybiegam z płaczem do łazienki.
***OCZAMI LIAMA***
Co jest? Kto do niej pisał, że nie wytrzymuje psychicznie? Nie, ja to muszę sprawdzić.. Ostrożnie zsuwam się z łóżka, aż udaje mi się w miarę stabilnie stać.
Kieruję się do toalety obok pokoju Ruth.
Stukam w drzwi.
-Rocky. - nic. -Rocky, otwórz.
-N..nie. Chcę być.. s..sama. - łka.
-Otwórz. Chodź, porozmawiajmy.
-Nie, Liam. Daj już sobie na spokój. Dużo zrobiłeś dając mi tutaj to..to mieszkanie. Za d.dużo. Przepraszam.
-Rocky, no...otwórz.
Słyszę cichu szczerbot zamka od drzwi.
Brunetka siedzi na sedesie cała we łzach.
Kucam na przeciwko niej. Kurwa. Moja noga.
-Hej, głowa do góry! Chodź. - łapię ją za rękę, na co się wyrywa. O co jej chodzi?
-Nie Liam. Ja..ty..za dużo dla mnie zrobiłeś, serio. Daj mi odejść tam, gdzie moje miejsce było od..zawsze.. - dalej płacze.
-Aniołku, nie płacz.
-Nie jestem "aniołkiem". - odpowiada.
-Jesteś..jesteś takim aniołkiem, który nie potrafi ranić. Jesteś...wiem kim jesteś. Rocky..hej, uśmiech! - mówię
-Zostaw mnie. - warczy.
Odchodzę. Wracam do pokoju i układam się na łóżku. Ahh.
Wiem, że prędzej czy później nie wytrzyma tej samotności. Wróci do mnie.
-Lia-Liam. - wchodzi. Wiedziałem.
-Chodź.. - przesuwam się, aby miała swobodne miejsce na łożu.
-Nie wiem, co we mnie wstąpiło, serio. - próbuje przeprosić.
-Przyjmuję przeprosiny. - odpowiadam.
-Ej, nie o to chodziło.
-A o co?
-Mój ojciec...on... - płacze. Owijam ją ramieniem.
-Ej, nie płacz. Bądź silna.
-On tutaj jedzie. Boję się, Liam. Na prawdę.
-Drzwi pozamykane. Nie bój się, jestem przy tobie, Rocky. - przeczesuję jej brązowe, lekko kręcone włosy.
-Mój ojciec jest nieobliczalny..nie dasz z nim rady. - mówi.
-Dam. Dla ciebie wszystko. Nie pozwolę, żeby jakiś idiota atakował moją dziewczynę. Ukhm, przyjaciółkę.. - szybko się poprawiam. Nie słyszała tego.
-Noga? - pokazuje na goleń.
-Raz się żyje.
Nagle ktoś natrętnie wali w drzwi frontowe. Nie reaguję. Jones jest przerażona. Naprawdę się boi.
-No, jesteś przy mnie. Jesteś razem ze mną. Bezpieczna jesteś. - próbuję mówić w miarę łagodnie
-Wierzę, że jak tutaj wparuje - słychać kroki na schodach - to dasz z nim radę.
Kurwa, jak on tutaj wszedł? Jest cholernie silny. Kurwa.
Drzwi do pokoju nagle się otwierają. Stoi w nich pan Jones.
-Tu jesteś suko. Ty skurwielu też pożałujesz! - warczy, na co z ust Raquelle umyka pisk.
-Pan się nazywa ojcem? Tak? Córkę od "suk" wyzywać? Jest pan najgorszym ojcem, jakiegokolwiek widziałem! - wytykam mu.
Widzę, że stary Rocky zaraz wybuchnie, więc migiem ust każę napisać SMS do Zayna, żeby mi pomógł.
Nieproszony gość kładzie mi ręce na ramiona. Dfq?
-Ty.kurwa.mi.nie.mów.czy.jestem.ojcem.czy.nie! - warczy. Wymierzam mu w policzek.
-Rocky.. Jeśli mi się coś stanie, wiedz, że cię kocham. - mówię.
Zaraz otrzymuję znów liścia od Jonesa, ale kilka razy mocniejszego.
Przed oczyma migają mi kolorowe światełka.
Toczy się walka. Kilka razy dostałem w czułe miejsce. Kurwa, boli!
Jestem już wyczerpany. Upadam na podłogę.
***OCZAMI ROCKY***
Liam upadł. Super. Teraz kolej na mnie?
Zbliża się do mnie. Boję się. Dotyka mnie na udzie, mrucząc do ucha. Koszmar powraca.
W drzwiach staje Malik.
-Ykhm, pan sobie na za dużo nie pozwala? - mówi mój ratownik, a ojciec zdąża tylko wymierzyć mi w policzek, bo zostaje odciągnięty od Malika. Kurde, silny jest.
-Wszystko ok? - pyta Malik.
Pokazuję mu okejkę.
Trzyma ojca swoimi silnymi rękami. Nie wierzyłam nigdy, że on..jest taki silny!
Podbiegam do Liama. Leży zemdlony pewnie. Z policzka leci mu krew. Biedactwo. Głowę bruneta układam na moich nogach i delikatnie głaszczę jego brązowe, gęste włosy.
Odzyskuje świadomość.
-C..co jest? - mruczy pod nosem.
-Już dobrze? - pytam.
-T..tak. Mniej więcej. - dodaje, gdy widzi krew na dłoniach.
-Chodź, przemyję ci to. - pomagam mu wstać.
Idziemy do łazienki, a Malik walczy z ojcem.
—-Pewnie ktoś zapyta, gdzie są wszyscy domownicy? Nie napisałam. Ruth u Martina, swojego chłopaka, A mama Liama na wyjeździe służbowym :)-—
-Ty tak na serio? - pytam, kiedy kładę zimny opatrunek na obolałe miejsce Liama.
-Że z czym? - pyta.
-Z tym "kocham cię"?
-Tak. Rocky.. Jak byłem w szpitalu w śpiączce, wiedziałem, że jesteś obok mnie. Gdy się wybudziłem, byłeś obok mnie. Byłaś dla mnie cały czas. Opuściłaś szkołę dla mnie. Jutro już będzie pierwszy dzień od tylu dni, jak pójdziemy do szkoły.
Nie chcę, abyś cierpiała przez ojca. Nie chcę, aby ktoś cię skrzywdził. Jeśli mnie nie kochasz, po prostu odejdź.. - przerywa mi.
-Liam.. To..to piękne. Ja cię kocham.. Kocham cię za to, że dla mnie poświęciłeś swoje zdrowie. Za to, że mogę tutaj mieszkać. Jesteś po prostu przeciwnością tego Liama sprzed lat. Miesięcy. Tygodni.. Jesteś słodki. Kocham cię. - składam mu delikatny pocałunek na ranie.
-Wyszedł. - wchodzi Malik.
-Dziękuję, Zayn. Dziękuję. Gdyby nie ty..on by..
-Nie ma za co. Znów nasza rozmowa kończy się w łazience. Super. Dobra. Lecę do domu. Do jutra.
-Do jutra! - ja i Li odpowiadamy w tym samym momencie. Ktoś głupi przyjdzie.
Malik opuszcza dom, a ja i Liam łazienkę.
Jestem głodna, więc schodzę do kuchni. Przygotowuję gofry z bitą śmietaną.
Dołącza do mnie Liaś.
-Mmm, pięknie pachnie. - mówi.
-Dziękuję. - odpowiadam i wtulam się w tors Liama.
Nasza miłość rozkwita.. Nie wiem jeszcze, że miłość ta będzie pełna bólu ...
ZOSTAW KOMENTARZ!
świetny czekam na nn <3 http://not-all-angels-are-beautiful.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńpełna bólu....? miało być ciekawie (i jest) a nie boleśnie ;c
OdpowiedzUsuńale rozdział i tak cudny :*
weny życzę
Pełna bólu? Da fug? Jak to kur..kurcze?!
OdpowiedzUsuńA miało być tak pięknie XD.
Rozdział świe-świe-świe-świetny <3
Oj uwierz, będzie :D Tylko momentami.. Ale będzie <3
UsuńDziękuję <3
Miłość pełna bólu? To będzie ciekawe... A rozdział jak zwykle świetny :) Weny życzę <3
OdpowiedzUsuńPełna bólu....? Czyli, że Liam ją zdradzi czy będzie ją olewać czy coś ..??
OdpowiedzUsuńEhh... Szkoda ;c
Piękne to było ;*
Czekam ;3
Jak to pełna bólu..? Rozdzialik świetny
OdpowiedzUsuńUm, "pełna bolu"- Liam będzie wredny, olewał ją c':
OdpowiedzUsuńKocham :* Czekajcie na rozdzialik xx
SZYBKO NOWY ROZDZIAŁ ;-; <3
OdpowiedzUsuń